Cześć. Tak ostatnio dużo myślałam o tolerancji w szkołach, w Polsce, między ludźmi, między nami... I co wywnioskowałam? Że jej nie ma, prawie wcale. Dlaczego? A no, to tylko nasza zasługa, nikogo innego. Ta "tolerancja" w szkole, kiedy przyszedłeś/przyszłaś do nowej szkoły, np. z podstawówki do gimnazjum. Kocenie i te sprawy, okej, rozumiem. Ale kiedy te starszaki, mowa tu, np. o 2, 3 klasach. Wywyższają się na każdym kroku, idziesz korytarzem, a tu słyszysz ploteczki o sobie, matko... Niby nic takiego nie zrobiłaś, a i tak masz przesrane, no kurde, rozumiem, ideałów nie ma. Ale czy to podstawa do tego żeby od razu mówić, że idzie dziecko, idiotka, jak ona ubrana? Według mnie nie, nie rozumiem. Oczywiście nie mówię tu o wszystkich, bo jest jakaś tam nie liczna grupka osób, która taka nie jest. Ale przeważają te nie tolerancyjne osoby. Dobra koniec, jest jak jest, ja sama tego nie zmienię, choćbym chciała, przykre..
Robię pracę domową z angielskiego, koszmar. AGATA DZIĘKUJĘ! ♥ Wiesz za co :D
Na dziś to tyle, do jutra!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz