Ten weekend planowałam trochę inaczej. Choć nie narzekam, ale nie wyrobiłam
się przez to z kilkoma sprawami. W piątek dyskoteka, a po dyskotece od razu
do Eweliny, rano do domu, o 16 do 19 do galerii. Potem Ewelina przyszła do mnie
na noc. Poszła po 9 do domu, a od 9 siedzę przy lekcjach. Właśnie skończyłam,
więc krótka przerwa i za naukę. Wybrałam wiersz na polski.
Zbigniewa Herberta "Dziadek":
Był dobry. Kochał kanarki, dzieci i długie msze. Jadał ślazowe
cukierki. Wszyscy mówili: dziadek ma złote serce. Aż raz to
serce zaszło mgłą. Dziadek umarł. Porzucił to dobre, zatroskane
ciało i stał się upiorem.
Wybrałam go, ponieważ i tak mieliśmy wybrać jakiś wiersz Herberta, ale i dlatego, że bardzo mnie się podoba. Taki prawdziwy, krótki, ale i oczywisty.
Co u mnie poza tym? Nic ciekawego, nic nowego. Oprócz tego, że jest coraz gorzej, mam wszystkiego dość, życie mnie męczy to jest super. I tak każdemu piszę, no bo kogo to obchodzi? Nikogo, wszyscy udają, pomocnych, zaufanych kolegów, a tak naprawdę mają wszystko gdzieś. Nauczyłam się wiele przez ostatni czas, za wiele.
Dość o mnie, lepiej dajcie znać co u Was! :)