Jak wiecie (a może nie wiecie) byłam w pierwszej gimnazjum. Nowi znajomi, nowi nauczyciele, nowe otoczenie. Początki zawsze są trudne. Ale ten okazał się wyjątkowo ciężki.
Przyznam, że osoby ze szkoły, do której chodzę są wyjątkowo chamscy i negatywnie nastawieni do innych. Przejdziesz korytarzem (a w szczególności, że jesteś "pierwszakiem") zaczną się komentarze.
"Oo.. Idzie młodziak",
"Haha, zobacz jak ona wygląda",
"Ojej, nie woź się tak" (choć zwyczajnie sobie idziesz).
Wszędzie usłyszysz tego typu komentarze. Nie wiem, czy to ich wszystkich zadowala? Daje jakąkolwiek satysfakcję? Jeśli tak, to nigdy tego nie zrozumie, ale trudno.
Przejdźmy do nauczycieli.
Większość nauczycieli, mają swoich ulubieńców, jak dla mnie włazi dupy klasowe:)
Oczywiście ja do tych ulubieńców nie należę. Bo jak wyrazisz swoje zdanie to już jesteś pyskata, nie masz szacunku. Okej, spoko. Problem w tym, że ja nie potrafię, a nawet nie chcę nikomu włazić w dupę, czy się podlizywać. Bo po co? Jestem sobą i wolę taką pozostać.
Z całej szkoły jest chyba 5 nauczycieli, w tym dwie wicedyrektorki, które naprawdę lubię i darzę szacunkiem, bo na to zasługują. Więcej takich osób się niestety nie znajdzie.
Co do mojej klasy.
Składa się ona z 25 osób, w tym tylko pięć dziewczyn. Przyznam się, że jestem zadowolona. Bardziej dogaduję się z chłopakami, niż z dziewczynami. Przynajmniej oni nie mają problemów typu: Ojej, rajstopki mi się podarły, makijaż mi się rozmazał, ubrudziłam spodenki, czy bluzeczkę, albo: Patrz jak ona wygląda, matko! Jak wieśniara.
Tak, wolę chłopaków, zdecydowanie. Choć nie wszystkich, jeśli chodzi o moją klasę. Jedyną dziewczyną, z którą się dogaduję z klasy jest Ewelina, no i Nikola. Z Justyną i Pauliną często są spiny, o gówno.
Ten rok zaliczam do w miarę udanych, ale nie ukrywam, że bywały lepsze..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz